Włodek Pawlik Trio

„Anhelli” to tytuł płyty wydanej w 2005 roku, na której znajduje się 9 utworów: „East side story”, „Bliżej…(Closer…)”, tytułowy „Anhelli”, „Ellenai”, „Kind of Blues”, „Witkacy”, „Po burzy (After storm)”, „Transylvanian Dance” i „Non omnis moriar”.

W podróż romantyczną słuchacz zostaje delikatnie i rytmicznie wprowadzony poprzez „East Side Story”. Melodyjny temat, podkreślany stanowczą linią basu i pięknie zdobiony kołyszącą grą Czarka. Napięcie wzrasta, atmosfera lekko gęstnieje, powoli ruszający z miejsca pociąg z muzyką nabiera rozpędu. Nastrój od początku wprowadzający lekki niepokój, który towarzyszyć będzie już każdemu kolejnemu utworowi.

„Closer”. Muzycy powoli prowadzą nas dalej. Nie jest to jednak droga w równym rytmie. Słuchacz musi na chwilkę przystanąć, rozejrzeć się, po czym rusza dalej. Są chwile na beztroskie oglądanie krajobrazów, ale za moment zmuszany jest do uważnego rozglądanie się i wypatrywania celu podróży. I znowu te chwile niepokoju…

Prawie niepostrzeżenie przechodzimy do utworu tytułowego. I tutaj ładunek emocjonalny jest przeogromny! Podobno słuchając tego w wydaniu koncertowym, mało wprawny słuchacz ma początkowo problemy, aby usystematyzować ten natłok dźwięków. Jednak bardzo szybko zaczyna układać się to wszystko w spójną całość. Nieprawdopodobny rytm, ekspresja, żar, energia to wszystko składa się na „Anhellego”. W tym utworze zawartych jest mnóstwo ludzkich emocji. Złość, tęsknota, nadzieja, oczekiwanie na nieznane. Niektóre akordy Włodka Pawlika wnoszą w ten odbiór niesamowity chaos, jakby znalazły się tam przypadkowo, ale przecież tak nie jest, słuchając całości wiemy, że to dokładne założenie kompozytora. Paweł Pańta pięknie oddaje grą smyczkiem ból i tęsknotę. Genialny i absolutnie rewelacyjny Czarek Konrad wykazuje się w tym utworze przeogromnym kunsztem i wszechstronnością. Momentami można odnieść wrażenie ze słucha się ostrej kapeli rockowej!

„Ellenai”. Ballada, opowiadająca chyba historie o miłości. Pisze chyba, bo przecież nigdy nie wiadomo „co poeta miał na myśli”… Delikatne muskanie klawiatury, strun i talerzy przywołuje  na myśl rozprawę napisaną przez znanego norweskiego pianistę, Torda Gustavsena pt. ” The Dialectical Eroticism of Improvisation”. Słuchając „Ellenai” wielokrotnie, oglądając ten utwór na DVD z koncertu w warszawskiej Fabryki Trzciny z 22 kwietnia 2006, transmitowanego przez wspomniana już TVP Kulturę, trudno nie przyznać racji Gustavsenowi że: , „the connection between the phenomenology of improvisation and that of eroticism and intimate relations is so apparent that we have to develop it a bit further.”

„Kind of Blues”, jedyny utwór skomponowany na tej płycie nie przez Włodka, ale przez Łukasza Pawlika, syna kompozytora. W wersji płytowej zachwyca zakończeniem, takim „niedopowiedzianym”.

„Witkacy”. Cudowne, swojsko brzmiące synkopy nadają tej jazzowej kompozycji brzmienia, dla wielu tak bliskiego. Niespokojne zwroty akcji, zmiany rytmu, jasność pomieszana z ciemnymi nutami….

„Po Burzy”. Muzycy znow dają słuchaczom czas na odpoczynek, oddech, nabranie dystansu. Nie na długo jednak. Linia melodyczna nie pozwala na zupełne rozleniwienie, wprowadzając miedzy romantycznymi frazami rozedrganie i oczekiwanie na ciąg dalszy.

A dalej jest już „Transylvanian Dance”! Obłęd, konwulsyjny taniec szaleńców, miotanie się pomiędzy zmianami rytmów, nieogarniony, niekontrolowany bieg, szukanie wyjścia z labiryntu innymi słowy genialny utwór energetyzujący! Na koncertach grany zazwyczaj na bis, porywający z krzeseł najbardziej stateczną publiczność w zacnych salach filharmonii.

„Non omnis moriar”. Fraza, którą zna chyba każdy z nas. Piękne zakończenie tej płyty, której nie da się zapomnieć tak łatwo.

Na zakończenie oddajmy głos autorowi tego niezwykłego projektu, Włodkowi Pawlikowi:

„Anhelli”… poemat Juliusza Słowackiego … przeczytałem go po raz pierwszy w 1981 roku, będąc studentem Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Rok 1980, 1981 – czas Rewolucji Solidarności – czas Nadziei i Patriotycznych Uniesień… Znajdowałem w poezji Romantyków wiele odpowiedzi na nurtujące mnie pytania: skąd jesteśmy, dokąd zmierzamy? Wczytywałem się w wiersz Słowackiego: „kiedy prawdziwi Polacy powstaną, to składek nie będą zbierać narody…” Gdy Słowacki w „Słowiańskim Papieżu” przepowiada Papieża – Polaka : „….On rozda miłość, jak dziś mocarze rozdają broń….” przekonałem się, że nie ma innej drogi do zrozumienia siebie i swojej egzystencji, jak tylko poprzez wczytywanie i wsłuchiwanie się w muzykę myśli, zawartą w twórczości polskich romantyków – szczególnie Norwida i Słowackiego. „PRZESZŁOŚĆ… to nie jakieś tam coś, gdzieś, gdzie nigdy ludzie nie bywali….”, pisał Norwid, aby gdzie indziej dodać „polski naród wielki, społeczeństwo żadne”… Po zamachu na Jana Pawła II 13 maja 1981 sięgnąłem po „Anhellego”; ten mistyczny poemat o cierpieniu wygnańców polskich na dalekiej Syberii wkomponował się w obraz dantejskiego piekła, „które razi jednostki, narody, walcząc podstępnie o rząd dusz”.

„…Wdziawszy więc białą szatę Anhelli udał się za starcem, i szli przy blasku gwiazd. Niedaleko więc zaszedłszy ujrzeli obóz cały małych dzieciątek i pacholąt gnanych na Sybir, które odpoczywały przy ogniu. A we środku gromadki siedział pop na tatarskim koniu, mający u siodła dwa kosze z chlebem. I zaczął owe dzieciątka nauczać podług nowej wiary ruskiej…I pytał dzieci o rzeczy niegodne, a pacholęta odpowiadały mu przymilając się, albowiem miał u siodła kosze z chlebem i mógł je nakarmić; a były głodne……” (Anhelli, Rozdz. III).

MP3: Anhelli-Transylvanian-Dance